Jak zdalny dostęp do plików zmienił nasz przepływ pracy bez rozbijania banku

13

To właśnie sugeruje sama nazwa. Chcesz otworzyć plik. Nie ma Cię przy biurku. Masz połączenie z Internetem. Otrzymujesz plik.

Stworzyliśmy sieć WWW, aby dzielić się informacjami. Jednak używamy go głównie do wysyłania filmów o kotach. Ale podstawowa użyteczność pozostaje taka sama. Odkąd zastąpiliśmy nieporęczne komputery typu mainframe komputerami osobistymi, praca poza biurem stała się uciążliwa.

Na początku trzeba było fizycznie transportować swoją pracę. Na konferencje przynosiłeś płyty CD. Wysłałeś dyski twarde zwykłą pocztą. Nazywano to „siecią podziemną” (sneakernet). Nigdy nie lekceważ przepustowości furgonetki pełnej nabojów pędzącej przez miasto. To było nieskuteczne. Był podatny na utratę danych. To był jedyny sposób na synchronizację.

Potem pojawiły się laptopy. Następnie smartfony. Dane stały się przenośne. Możesz robić zdjęcia w samolocie lub edytować dokumenty w kawiarni. Ale nadal trzeba było ręcznie udostępniać pliki. Dyski flash. Napędy USB. Kable sieciowe. I ciągłe zmartwienie: Czy przesłałem poprawną wersję? Czy jest to wersja ostateczna czy wstępna?

Wydaje się, że rozwiązaniem stał się Internet. Jednak na początku połączenia były tak wolne, że przenoszenie czegokolwiek większego niż plik tekstowy było żartem. Dlatego nadal korzystaliśmy z nośników fizycznych. Dzisiaj ten problem został naprawiony. Pobieramy gry o rozmiarze gigabajtów w ciągu kilku minut. Smartfony przesyłają strumieniowo filmy, jakby to było nic. Rura jest całkowicie otwarta.

Teraz limitem jest tylko kran.

Otworzyło to drzwi do usług zdalnego dostępu do plików. Duże uniwersytety i korporacje korzystają z wirtualnych sieci prywatnych (VPN) od wielu lat. Pozwoliły działom IT zapewnić pracownikom bezpieczny dostęp do sieci biurowych z zewnątrz. Było to dobrodziejstwem dla bezpieczeństwa korporacyjnego. Ale było też trudno.

Dla wszystkich innych? To było zbyt trudne.

To tutaj usługi zdalnego dostępu do plików dla konsumentów zmieniły reguły gry. Akcent się przesunął. Nie chodziło tu o ochronę firmowego intranetu. Chodziło o dostęp do twoich plików. Muzyka. Zdjęcia. Ten sam scenariusz dotyczy małpich haktywistów. Usługi oferowały to bezpłatnie lub za niewielką opłatą. Synchronizowały się automatycznie. Przestajesz martwić się wersjami. Po prostu pracowałeś.

Mechanika synchronizacji

Aby zrozumieć, jak faktycznie działa zdalny dostęp do plików, wyobraź sobie typową konfigurację.

Instalujesz oprogramowanie. Tworzy dedykowany folder na Twoim komputerze. To nie tylko skrót. To jest żywe lustro. Każdy plik umieszczony w tym folderze zostanie zduplikowany. Do przesyłania danych wykorzystywane są protokoły Secure Sockets Layer (SSL). Czasami stosowane jest szyfrowanie. Dane przesyłane są na serwer gdzieś w Internecie.

Proces w tle jest stale uruchomiony. Synchronizuje folder lokalny ze zdalną kopią. Dokonałeś zmian w swoim laptopie? Serwer jest aktualizowany. Otworzyłeś plik na tablecie? Trwa aktualizacja tabletu. Wszystkie wersje pozostają zsynchronizowane.

Granica pomiędzy „zdalnym dostępem do plików” a „przetwarzaniem w chmurze” zaciera się. Firmy traktują je jako jedno i to samo. W znacznym stopniu pokrywają się. Ale różnica w doświadczeniu użytkownika ma znaczenie. Nie przechowujesz danych w pustce. Otrzymujesz dostęp do zsynchronizowanego obszaru roboczego.

Urządzenia i uprawnienia

Większość nowoczesnych usług obsługuje tablety i smartfony. Pobierasz aplikację. Zaloguj się. Urządzenie rozpocznie synchronizację.

Kluczowa jest integracja z systemem operacyjnym. Jeśli korzystasz z Dysku Google na Androidzie, aplikacja integruje się z menu Udostępnij systemu. Zrób zdjęcie. Kliknij Udostępnij. Zobacz „Dysk Google” wymieniony obok Twittera i Facebooka. Wybierz to. Zdjęcie natychmiast trafia do folderu zdalnego.

Działa to jak powiadomienia e-mailem lub SMS-em. Aplikacja okresowo sprawdza dostępność aktualizacji. Działa w tle. Nie myślisz o tym, dopóki plik nie będzie Ci potrzebny.

Gdy plik będzie już bezpieczny na serwerze, możesz go udostępnić. Uprawnienia różnią się w zależności od dostawcy, ale logika jest spójna. Ty decydujesz, kto co widzi.

  • Publiczny: Każdy użytkownik sieci może go znaleźć.
  • Przez link: Dostęp może uzyskać każda osoba posiadająca adres URL.
  • Określeni użytkownicy: Tylko określone adresy e-mail mogą otworzyć plik.

Większość usług wymaga zarejestrowania bezpłatnego konta w celu zarządzania tymi uprawnieniami. Ty także kontrolujesz działania. Czy ktoś może edytować plik? Lub dostęp tylko do odczytu? Dzięki temu hurtownia danych staje się narzędziem współpracy.

Niektóre platformy, takie jak Google Drive i Microsoft OneDrive (dawniej SkyDrive), idą dalej. Możesz tworzyć dokumenty bezpośrednio w przeglądarce. Są one przechowywane na serwerze. Możesz je jednak pobrać także do pracy w trybie offline. Po powrocie do trybu online system synchronizuje zmiany. Jest to podejście hybrydowe. To, co najlepsze z obu światów, dopóki Internet nie ulegnie awarii.

Naruszenie bezpieczeństwa

Wygoda ma swoją cenę. Luki w zabezpieczeniach są realne.

Hakerzy wykorzystują luki w infrastrukturze serwerów. Atakują urządzenia uzyskujące dostęp do tych serwerów. To gra w kotka i myszkę. Z drugiej strony użytkownicy często nienawidzą środków bezpieczeństwa. Zarządzanie prawami cyfrowymi (DRM) i silne szyfrowanie mogą wydawać się restrykcyjne. Możesz chcieć łatwo udostępnić plik, ale system zmusza Cię do pokonywania wielu przeszkód.

Wybierając usługę, balansujesz pomiędzy łatwością dostępu a ryzykiem wycieku danych. Czy ufasz dostawcy? Czy ufasz bezpieczeństwu własnego urządzenia?

Nie ma idealnego rozwiązania. Są tylko kompromisy. Wybierasz ten, który pasuje do Twojego przepływu pracy. I masz nadzieję, że szyfrowanie wytrzyma.

Chcesz po prostu przeciągnąć i upuścić pliki i gotowe. Sieć jest pełna usług, które obiecują wykonać całą ciężką pracę. Większość z nich sobie z tym radzi. Ale który z nich naprawdę pasuje do Twojego przepływu pracy?

Dropbox istnieje na rynku wystarczająco długo, aby poznać swoją wartość. To proste. Działa na systemach Windows, Mac i Linux. Istnieją aplikacje na iPhone’a, iPada, Androida, BlackBerry i Kindle Fire. Zaczynasz od 2 GB. Kody polecające lub pieniądze pozwalają zyskać więcej miejsca. Płatne plany Pro oferują 500 GB. Stawki korporacyjne? Tutaj właśnie znajduje się kontrola wersji i zarządzanie zespołem. Jeśli chcesz zapłacić wystarczającą ilość, nie ma limitu miejsca na dysku.

iCloud to odpowiedź Apple na „jeden kraj zarządzany przez Apple”. Wiąże Cię, ale robi to skutecznie. Jeśli masz najnowsze urządzenie Apple, kreator konfiguracji prawdopodobnie aktywował je, gdy próbowałeś przeczytać ten tekst. Użytkownicy systemu Windows z systemem Vista i nowszymi wersjami również mogą dołączyć. Synchronizuje zakupy w iTunes i App Store. Zapamiętuje miejsce, w którym przerwałeś czytanie w iBooks lub Safari. Jeśli Twój telefon zostanie zgubiony, można go zablokować i śledzić.

Bezpłatni użytkownicy otrzymują 5 GB. Możesz kupić aż 50 GB. Muzyka i książki zakupione w Apple Store nie wliczają się do tego limitu. Muzyka nie z iTunes? Będziesz musiał za to dodatkowo zapłacić.

Celem Dysku Google jest uwolnienie Cię od zamknięcia w platformie i wciągnięcie Cię głębiej w ekosystem Google. Działa na urządzeniach z systemem Windows (Vista+), Mac (Snow Leopard+), Androidem (Eclair+) i iOS (3.0+). Dostajesz 15 GB za darmo. Płatne plany zwiększają objętość do 16 terabajtów. Tak, terabajt. Podobnie jak SkyDrive, umożliwia tworzenie arkuszy kalkulacyjnych, dokumentów i prezentacji online. Śledzi zmiany przez 30 dni. Co naprawdę go wyróżnia? Wyszukiwarka Google. Znalezienie pojedynczego pliku PDF zagubionego w folderze jest banalnym zadaniem.

Microsoft SkyDrive wykorzystuje swój najmocniejszy atut: natywne formaty plików. Możesz współpracować nad dokumentami programu Word, arkuszami kalkulacyjnymi programu Excel i prezentacjami programu PowerPoint bez konwertowania ich do formatów otwartych. Umożliwia także dostęp do zdalnych komputerów z systemem Windows. Przesyłaj strumieniowo wideo z domowego komputera do telefonu. Dostęp do zdjęć gdziekolwiek jesteś. Zaczyna się od 7 GB. Możesz uaktualnić swój plan do 200 GB.

Która usługa zdalnego dostępu do plików jest dla Ciebie odpowiednia?

To tylko największe nazwiska. Istnieje wiele opcji. Nie spiesz się. Znajdź rozwiązanie, które odpowiada Twoim konkretnym potrzebom. Nie wybieraj pierwszej usługi, na którą się natkniesz.

Przeczytaj drobnym drukiem

Pozwy wzbudziły obawy. Praktyki Google dotyczące indeksowania poczty e-mail. Zbieranie danych Street View z sieci prywatnych. Obawy są uzasadnione. Wszystkie umowy użytkowników dostawców dostępu zdalnego zawierają standardowe postanowienia dotyczące użytkowania, reprodukcji, modyfikacji, tworzenia dzieł pochodnych i publikacji. Jest to niezbędne do funkcjonowania serwisu.

Google zastrzega sobie prawo do wykorzystywania wpisów publicznych w materiałach reklamowych. Bądź ostrożny. Umowy mogą zmienić się z dnia na dzień.

Ale o to prawdopodobnie musisz się bardziej martwić. Co się stanie, jeśli firma zbankrutuje? Albo gorzej. Co się stanie, jeśli rząd USA będzie monitorował Twoje treści i potajemnie żądał Twoich treści? Warunki stosowania rzadko stanowią największe ryzyko. Liczy się infrastruktura przechowująca Twoje dane.

Często zadawane pytania

Jak mogę zdalnie udostępniać pliki?
Istnieje kilka sposobów. Skorzystaj z usługi udostępniania plików, takiej jak Dropbox lub Google Drive. Lub użyj klienta protokołu File Transfer Protocol, takiego jak FileZilla.

Jaka jest zaleta zdalnego dostępu do plików?
Udostępnianie plików pomiędzy użytkownikami. Dostęp do plików z dowolnego miejsca na świecie. Zdalne zarządzanie plikami. Największą zaletą jest możliwość pracy z dowolnego miejsca.