W samolocie nie można wykonywać połączeń. Nie dlatego, że sygnał jest słaby, ale dlatego, że prawo federalne bezpośrednio tego zabrania. Chociaż Internet skurczył świat, umożliwiając prowadzenie rozmów wideo z klientem w Tokio, który utknął w korku w New Jersey, niebo nadal jest strefą zakazaną dla transmisji głosu i komórkowej transmisji danych.
To jedno z niewielu miejsc we współczesnym życiu, gdzie rząd skutecznie wymaga od ciebie wyłączenia się.
To nie jest tylko polityka linii lotniczych. Jest to podwójny zakaz egzekwowany przez dwie różne agencje federalne USA. Federalna Administracja Lotnicza (FAA) i Federalna Komisja Łączności (FCC) mają swoje własne dobre powody, aby trzymać smartfon w trybie samolotowym. Aby zrozumieć, dlaczego istnieją te ograniczenia, musimy przyjrzeć się zarówno wyposażeniu kokpitu, jak i infrastrukturze naziemnej.
Kwestie bezpieczeństwa ze strony FAA
FAA zabrania używania telefonów komórkowych na pokładach samolotów amerykańskich linii lotniczych. Ich główną misją jest bezpieczeństwo, a głównym zagrożeniem są tutaj zakłócenia elektromagnetyczne.
Nowoczesne samoloty opierają się na wrażliwych systemach nawigacji i komunikacji. Systemy te wykorzystują sygnały radiowe do komunikacji ze stacjami naziemnymi, satelitami i innymi statkami powietrznymi. Teoria jest taka, że telefon komórkowy emitujący fale radiowe może zakłócić działanie tych delikatnych urządzeń.
Nikt nie udowodnił, że przyczyną wypadku był telefon komórkowy. Ryzyko pozostaje jednak teoretyczne, dlatego FAA nalega na wprowadzenie zakazu. Chcą wyeliminować możliwość zakłóceń, nawet jeśli prawdopodobieństwo ich wystąpienia jest niskie.
W 2013 r. FAA złagodziła swoje stanowisko w sprawie urządzeń, a nie sieci. Pasażerowie mogą teraz korzystać z laptopów, tabletów i telefonów, pod warunkiem, że korzystają z trybu samolotowego. Ta funkcja wyłącza radio komórkowe. Utrzymuje aktywność Wi-Fi i Bluetooth, ale zrywa połączenie z wieżą komórkową. Uniemożliwiając urządzeniom wyszukiwanie sieci komórkowej i łączenie się z nią, ryzyko zakłóceń jest znacznie zmniejszone.
Zasada ta jest specyficzna dla Stanów Zjednoczonych. Inne kraje mają podobne przepisy, w dużej mierze oparte na zaleceniach ekspertów lotniczych, którzy dostrzegają potencjał zakłóceń sygnału.
Problem z siecią naziemną ze strony FCC
Podczas gdy FAA martwi się o samolot, FCC martwi się o infrastrukturę naziemną.
W 1991 roku FCC zakazała pasażerom wykonywania połączeń telefonicznych podczas lotu. Problem dotyczył nie tylko elektroniki samolotu. Mówiliśmy o sieciach komórkowych zlokalizowanych na ziemi.
Kiedy samolot leci na wysokości 30 000 stóp, porusza się szybko. Jeden telefon na pokładzie musiałby szybko przesyłać sygnał z jednej wieży komórkowej do drugiej. To powoduje duże obciążenie sieci. Co więcej, sygnały mogą przenikać przez ziemię.
Jeśli wielu pasażerów samolotu zacznie wykonywać połączenia, ich sygnały mogą zakłócać się wzajemnie oraz z naziemnymi sieciami komunikacyjnymi. FCC argumentuje, że to przeciążenie i potencjalne zakłócenia uzasadniają zakaz, niezależnie od tego, co dzieje się w kokpicie.
FCC rozważała zezwolenie na takie połączenia. Badali propozycję technologii, która umożliwiłaby pasażerom wykonywanie połączeń bez zakłócania sieci naziemnych. Jednak w listopadzie 2020 r. odrzucili tę propozycję. Zakaz pozostaje w mocy.
Czy ryzyko jest realne?
Zasady wydają się przestarzałe, biorąc pod uwagę niezawodność współczesnej elektroniki. Sven Bielen, profesor inżynierii na Uniwersytecie Stanowym Pensylwanii, twierdzi, że zagrożenie bezpieczeństwa zmniejszyło się.
„Większość dzisiejszych samolotów jest odporna na zakłócenia” – wyjaśnił Bilen w artykule z 2018 roku. Zauważa, że producenci chronią elektronikę samolotu materiałami przewodzącymi. To ekranowanie blokuje zakłócenia elektromagnetyczne z komputerów i telefonów komórkowych.
Istnieją dowody na poparcie tego. Wielu pasażerów ignoruje instrukcje stewardów. Zostawiają włączone telefony. Zapominają przełączyć się na tryb samolotowy. Gdyby telefony komórkowe powodowały poważne problemy, widzielibyśmy awarie. Ale nie ma ich.
Podsumowanie
Dlaczego więc zasady się utrzymują?
Ponieważ FAA i FCC dążą do minimalizacji ryzyka. FAA chce chronić systemy nawigacyjne. FCC chce chronić przepustowość sieci naziemnej.
Stewardessy monitorują przestrzeganie tych zasad. Przypominają o przełączeniu w tryb samolotowy. Obserwują salon. To rytuał podporządkowania się.
Podczas lotu amerykańskim samolotem nie można używać telefonu do łączenia się z siecią komórkową. To nie jest kwestia wygody. Jest to kwestia przepisów federalnych.
Technologia może być bezpieczna. Sieci są w stanie obsłużyć obciążenie. Jednak przepisy nie nadążały za rozwojem inżynierii. Dopóki to nie nastąpi, Twój telefon powinien być cichy.
Dlaczego telefony komórkowe nie działają na wysokości 9000 metrów
Federalna Administracja Lotnictwa USA (FAA) nie posiada czujnika magii, który sygnalizowałby pasażerów trzymających telefony przy uszach podczas lotu. Rzecznik FAA przekazał e-mailem, że nie ma konkretnej technologii umożliwiającej identyfikację osoby próbującej nawiązać połączenie telefoniczne. Jednak i tak zostaniesz złapany. Nie z radarem. I dzięki osobie siedzącej obok ciebie lub stewardessie idącej korytarzem. Jeśli przyłożysz urządzenie do ucha, będzie to zauważalne.
Prawdziwym problemem technicznym nie jest detekcja, ale ingerencja w infrastrukturę naziemną.
Eksperci tacy jak Bilen zwracają uwagę, że teoretyczne ryzyko zakłóceń w sieciach naziemnych przez telefony komórkowe zostało w rzeczywistości zmniejszone dzięki nowoczesnemu sprzętowi. Wcześniej obawiano się, że setki urządzeń wysyłających sygnały do wież, gdy samolot porusza się z prędkością 500 mil na godzinę, przeciąży system komórkowy i zakłóci przepływ połączeń między komórkami. W praktyce zdarza się to rzadko.
Oto problem fizyczny: maszty telefonii komórkowej kierują swoje anteny w dół. Ich wzorce promieniowania skupiają się na ziemi, a nie na niebie. Na wysokości przelotowej wynoszącej 9 000 metrów Twój telefon nie może odebrać sygnału, ponieważ znajduje się po prostu poza efektywnym zasięgiem wiązki wieży. Jesteś za wysoko.
Pole wystąpienia zakłóceń jest wąskie. Otwiera się dopiero przy zejściu. Kiedy samolot zniża się poniżej 3000 metrów, wlatuje w obszar, w którym wieże mogą odebrać losowy sygnał. Jest to jedyny przypadek, w którym włączenie telefonu z technicznego punktu widzenia mogłoby spowodować przeciążenie lub zakłócenia dla osób na ziemi. Ale nawet w tym przypadku połączenie jest niestabilne i zawodne.
Rozwiązanie Picocell
Jak zatem faktycznie działa usługa komórkowa na pokładzie samolotu, który ją oferuje? Całkowicie omija wieże naziemne.
Sekret tkwi w komórce pico. Wyobraź sobie miniaturową wieżę ogniw o małej mocy zamontowaną bezpośrednio w samolocie. Tworzy małą prywatną strefę sieciową wewnątrz salonu. Twój telefon łączy się z pikokomórką, a nie ze światem zewnętrznym. Następnie Picocell kieruje połączenie przez satelitarne łącze internetowe samolotu.
Technologia ta izoluje ruch w kabinie od sieci naziemnej. Twoje wezwanie nie „puka” do wież poniżej. Pozostaje w cyfrowym ekosystemie samolotu, dopóki nie zostanie opuszczony przez pokładowe urządzenie nadrzędne.
Virgin Atlantic stosuje tę metodę od początku 2010 roku. Świadczą tę usługę, ale z ograniczeniami geograficznymi. Gdy samolot znajdzie się w odległości mniejszej niż 250 mil od granicy USA, połączenie komórkowe zostanie wyłączone. Nie jest to ograniczenie techniczne. Jest to wymóg regulacyjny.
Bariera regulacyjna i kulturowa
Technologia rozwiązała problem zakłóceń. Nie decydowała politycznie.
Amerykańska Federalna Komisja Łączności (FCC) przez siedem lat debatowała nad zezwoleniem na korzystanie z telefonów komórkowych podczas lotów krajowych w USA. Ostatecznie zdecydowali się nie zmieniać zasad. Opozycja była zakrojona na dużą skalę i wielopoziomowa.
Sprzeciwiły się temu stewardesy, mechanicy, pracownicy lotnictwa i funkcjonariusze federalnych organów ścigania. Ich obawy nie miały wyłącznie charakteru technicznego. Dotyczyły one aspektów bezpieczeństwa i społecznych.
Utrzymywała się jedna obawa: terroryści mogliby używać telefonów komórkowych do zdalnej detonacji ładunków wybuchowych. Chociaż współczesne protokoły bezpieczeństwa w dużej mierze odrzuciły to zagrożenie, psychologiczna waga tego strachu pozostaje. Kolejny praktyczny problem? Pasażerowie trzymający telefon przy uszach mogą przegapić ważne instrukcje dotyczące bezpieczeństwa od załogi.
Do tego dochodzi czynnik czystej irytacji. Linie lotnicze działają w zamkniętych przestrzeniach. Ludzie chcą spać. Czytać. Porozmawiaj ze swoim towarzyszem podróży. Wyobraź sobie, że ktoś obok ciebie prowadzi głośną, prywatną rozmowę na wysokości 30 000 stóp. To koszmar dla ciasnych salonów.
Bilen zgadza się. Używa latania, aby odpowiadać na e-maile, a nie rozmawiać. „Pomysł, że ktoś rozmawia obok ciebie, doprowadzałby mnie do szału” – mówi.
Popyt a rzeczywistość
Pomimo zakazów i skarg dotyczących hałasu zapotrzebowanie na łączność jest duże. Badanie Allianz Global Assistance z 2017 r. wykazało, że 55,5% Amerykanów zapłaciłoby za bezpłatne rozmowy komórkowe podczas całego lotu.
Ich powody były pragmatyczne. Połączenia alarmowe. Utrzymywanie kontaktu z rodziną. Koordynacja spotkań w miejscu docelowym. Utrzymywanie kontaktów służbowych.
Technologia istnieje. W przypadku stosowania pikokomórek ryzyko zakłóceń jest możliwe do opanowania lub nie istnieje. Poza fazami lądowania wpływ na sieć naziemną jest minimalny. Zakaz jednak pozostaje. Tu nie chodzi o fizykę. Chodzi o politykę, percepcję i niewypowiedzianą umowę społeczną w kabinie samolotu.
Dopóki ta umowa się nie zmieni, prawdopodobnie będziesz musiał trzymać telefon w trybie samolotowym. Możesz też skorzystać z funkcji Wi-Fi Calling, jeśli linia lotnicza na to pozwala. Wieże naziemne są wciąż zbyt daleko, aby cię usłyszeć. A FAA nie słucha.


























